Kuchnia w trakcie montażu...
Stolarz przyjechał z meblami kuchennymi oraz schodami w piątek. Również w ten dzień pojawili się: Pan Marek do uruchomienia kociołka gazowego, Pan Andrzej - elektryk do obsadzenia gniazdek i włączników oraz uzupełnienia skrzynki z bezpiecznikami, nadal pracował nasz Andrzej na poddaszu - montował kabinę prysznicową a po 13-tej dojechali majstry od łazienki na dole. Dom był pełen "fachowców", galimatjas czyli kogel-mogel. Aby im nie przeszkadzać postanowiłam pozałatwiać ostatnie sprawy związane z przekazaniem mieszkania, w którym dotychczas mieszkamy. Odwiedziłam krawcową - Panią Grażynkę (którą pozdrawiam gorąco), która szyje nam firanki i zasłony. Dodatkowo przyjechał transport drzewa do pieca "śmieciucha". Piątek BARDZO PRACOWITY ALE OWOCNY! Zdjęcia postaram się wkleić jutro, mimo niedokończonej kuchni oraz schodów.
SOBOTA - również bardzo pracowita, choć mój zapał nieco ostygł. "Kupa" roboty jeszcze przed nami. Majstry od dolnej łazienki - MASAKRA!!!!!!!!!!! - drugi tydzień i jeszcze nie skończyli - jeden z nich więcej palił papierochy i gadał niż robił - a cenę podał taką (mimo wcześiejszej umowy, która zadawalała obie strony), że nam się włos zjeżył na głowie
.
Na jednej ze ścian sypialni pojawiła się tapeta - przykleiliśmy tylko do połowy ściany - bo mimo zapewnień sprzedawczyni o tym, że nam wystarczy - zabrakło nam jednej rolki. Tu miałam farta bo na drugi dzień po zamówieniu tapeta była do odebrania.
Mimo świątecznej niedzieli zamierzamy pojechać na budowę i troszkę popracować (bo zostało b. mało czasu). Ale o tym jutro ...
Jeszcze jedna ważna sprawa. Wśród tylu spraw zapomniałam o dniu chłopaka . Mężusiu wybacz - przesyłam Tobie mnóstwo buziaków
.
Komentarze