Następne dni - w oczekiwaniu na Pana Marka od instalacji "grzewczej" - minęły na pracach "dokończeniowych"; a mianowicie:
1. na poddaszu Andrzej "obrobił" ścianki kolankowe, które czekają na montaż grzejników;
2. Dokończone zostały podwieszane sufity w przedpokoju;
3. Rozpoczęte zostały prace docieplenia budynku na zewnątrz.
Minął tydzień ciężkich prac - tu spisał się mój mąż, który po pracy gonił na budowę aby towarzyszyć Andrzejowi - czytaj: pomagał Mu - w dalszych etapach budowy. Po naszym sprzątaniu nie widać śladu - cóż, była to syzyfowa praca.
Moim zadaniem była opieka nad dziećmi - uważam, źe to też jest mała cegiełka - mój wkład - w budowę. Od czasu do czasu stawałam się też zaopatrzeniowcem ...
Poniżej kilka fotek:
To poniżej - to pokój Werci - tuż obok sypialni

Następne - to pokój Łucji - na przeciwko łazienki. Dorobiliśmy się firanek 


Poniżej fotki przedpokoju - arcydzieło mojego męża - ja musiałam zaakceptować, bo będąc na "kontroli" sufit był już "wykonany". Myślę, że po wykończeniu efekt będzie całkiem, całkiem...
Buziaki mężusiu 


Poza tym, panowie ciężko pracowali na zewnątrz. Efektów ich pracy jeszcze nie widziałam. Dzisiaj widziałam jedynie zmęczoną - lecz zadowoloną - twarz mojego kochanego męża. Jestem z niego dumna!!!
Komentarze