Następne dni - w oczekiwaniu na Pana Marka od instalacji "grzewczej" - minęły na pracach "dokończeniowych"; a mianowicie:
1. na poddaszu Andrzej "obrobił" ścianki kolankowe, które czekają na montaż grzejników;
2. Dokończone zostały podwieszane sufity w przedpokoju;
3. Rozpoczęte zostały prace docieplenia budynku na zewnątrz.
Minął tydzień ciężkich prac - tu spisał się mój mąż, który po pracy gonił na budowę aby towarzyszyć Andrzejowi - czytaj: pomagał Mu - w dalszych etapach budowy. Po naszym sprzątaniu nie widać śladu - cóż, była to syzyfowa praca.
Moim zadaniem była opieka nad dziećmi - uważam, źe to też jest mała cegiełka - mój wkład - w budowę. Od czasu do czasu stawałam się też zaopatrzeniowcem ...
Poniżej kilka fotek:
To poniżej - to pokój Werci - tuż obok sypialni
Następne - to pokój Łucji - na przeciwko łazienki. Dorobiliśmy się firanek
Poniżej fotki przedpokoju - arcydzieło mojego męża - ja musiałam zaakceptować, bo będąc na "kontroli" sufit był już "wykonany". Myślę, że po wykończeniu efekt będzie całkiem, całkiem... Buziaki mężusiu
Poza tym, panowie ciężko pracowali na zewnątrz. Efektów ich pracy jeszcze nie widziałam. Dzisiaj widziałam jedynie zmęczoną - lecz zadowoloną - twarz mojego kochanego męża. Jestem z niego dumna!!!
Ostatni tydzień był przeznaczony na porządki po ostatnich ekipach budowlanych. Andrzej - nasz majster miał wolne, tynkarze zakończyli swoją pracę, natomiast na Pana Marka od instalacji c.o. musimy poczekać do środy 21.04.2010 r. We wtorek ostro wzięliśmy się do roboty i po 2 dniach domek wysprzątaliśmy, że aż lśni. Jeszcze nigdy nie było tak czysto jak teraz! Po ciężkiej pracy wyglądaliśmy z mężem jak dwa murzynki. Chociaż byliśmy bardzo zmęczeni to jednak szczęśliwi i zadowoleni z efektów swojej pracy.
Poniżej zamieszczam zdjęcie z sufitami podwieszanymi (jeszcze nie dokończone) w kuchni. Są to zdjęcia zrobione jeszcze przed wielkim sprzątaniem.
Widok na salon i klatkę schodową
Niżej wiatrołap i mała łazienka na patrerze
Inne blogi tętnią życiem ... a u mnie cisza...
Tak naprawdę - to na budowie ciągle coś się dzieje - ja natomiast mam zbyt mało czasu aby uzupełniać bloga.
30.03.2010 r. robotnicy po 7 dniach zakończyli "prace tynkarskie". Robota paliła się im w rękach, a z efektów jesteśmy bardzo zadowoleni. Chodzi tu o tynki wewnętrzne. Wybraliśmy tynk cementowo - wapienny. Po "obmierzeniu" wyszło nam do tynkowania 410 m2. Cena - robocizna + materiał - 23,- zł/m2. Poniżej mały przegląd ich pracy:
Nawet Andrzej załapał się na zdjęcie.
Poniżej ujęcie kuchni od strony salonu. Widać zarys murku, który będzie odzielał kuchnię od pozostałej części domu. Od strony kuchni - przy murku - umieścimy szafeczki oraz dodatkowy blat. Muszę przyznać, że kuchnia będzie wystarczająca - jeśli chodzi o powierzchnię (niepotrzebnie obawiałam się tego wcześniej).
Poza tym elektryk zakończył swoje prace rozprowadzając przewody elektryczne i inst. alarmowej. Na dzień dzisiejszy Andrzej - nasz specjalista od "budowlanki" podwiesza z moim mężem sufity. Dzisiaj dokończyli pokój gościnny na parterze. Zdjęcie postaram się wkleić później.
Od następnego tygodnia prace rozpoczyna Pan Marek, który zajmie się ogrzewaniem, rozprowadzeniem 'kanalizy" w pionach oraz odkurzaczem centralnym.
Kolejne zimowe dni mijają na wykonaniu stelaży na poddaszu. W dniu dzisiejszym (10.03.2010) Andrzej zakończył ten etap i od jutra bierze się za docieplenie 5 cm wełną; będzie musiał nieźle się napocić, aby "wepchnąć" te 5 cm pod stelaż. Elektryk wreszcie zakończył swoją robotę. Do rozprowadzenia został mu jeszcze system alarmowy.
Postanowiliśmy zrobić nad sufitem mały schowek - w tym celu w jednym z bliźniaczych pokoi zostawiliśmy w suficie otwór na schody strychowe (j.n.).
Poniżej zdjęcie łazienki i przedpokoju z klatką schodową
Komentarze